Uwalnianie rodzin – jak do tego doszło

 

1.pngWiedzieliśmy, że ta podróż może być niebezpieczna. Wiele osób ostrzegało nas przed snajperami, zamachami i porywaczami. To realne zagrożenia w Pakistanie. Wiedzieliśmy, że ten wyjazd będzie inny od pozostałych. Nie sądziliśmy jednak, że wywróci nasze życie do góry nogami, w pozytywnym znaczeniu. 

– Znaleźliśmy sposób, aby ich uwolnić – oświadczył Michael, pokazując zdjęcie dziewczyny, jej starszego ojca oraz dwojga jej dzieci, którzy od 13 lat niewolniczo pracują w fabryce cegieł. Prosił o1 (1).jpg pomoc w ich sprawie. Próbowałem sobie wyobrazić o czym on mówi, ale nie potrafiłem. Pięć dni wcześniej przylecieliśmy z Agatą do Lahore i od samego początku stykaliśmy się ze zjawiskami, które trudno było zmieścić sobie w głowie. To nie był inny kraj. To był inny świat.

Michael, który wprowadził nas w temat praktyk niewolniczych występujących w Pakistanie, jest pastorem. Nie jest łatwo pracować w kraju, w którym niedaleko schwytano Bin Ladena, a wojska rządowe prowadzą regularne bitwy z Talibami i Alkaidą.

– Każdego dnia bierzemy pod uwagę to, że możemy zginąć – powiedział młody pastor, człowiek po studiach, z amerykańską wizą w paszporcie. – Istnieje jednak coś znacznie gorszego niż śmierć. To strach. Nie powinien mieć miejsca w życiu człowieka, który zna Boga – dodał ze spokojem, a jego odwaga i przekonanie wzbudziły szacunek, a nawet zazdrość.

P (2).JPGNie wolno było nam wychodzić poza mur domu, w którym mieszkaliśmy. Zakupy w sklepie spożywczym na rogu musiały poczekać do powrotu do Polski. Przejazd autobusem na basen i odpoczynek w parku na ławce też. Ochroniarze z karabinami maszynowymi w ręku eskortowali nas z samochodu do budynku. Nie czuliśmy zagrożenia, ale długie listy zamachów terrorystycznych pokazują, że tamtejsze życie toczy się na poważnie.

Sprawdziłem w internecie informacje na temat niewolnictwa w Pakistanie. W języku polskim jedynie tygodnik Polityka i Gazeta Wyborcza opisywały problem. Precyzyjne P (3).JPGinformacje znalazłem na stronach CNN, BBC, Guardian, New York Times, Washington Post i katarskiej Al Jazeery. Potwierdzały się słowa Michaela. Problem zaczyna się od tego, że zdesperowani ludzie pożyczają pieniądze na pokrycie rachunków leczenia szpitalnego żony z zagrożoną ciążą, dziecka po wypadku czy ciężkiej choroby męża. Zadłużają się u właścicieli fabryk cegieł, który chętnie pożyczają im pieniądze. Już wkrótce otrzymają od niego wezwanie do fabryki, aby odpracować dług przy ręcznej produkcji cegieł. Do tego momentu wszystko dzieje się zgodnie z prawem, lecz tuż za murem fabryki prawo się kończy. Rozpoczyna się wyzysk, przemoc oraz świadomość, że jest to piekło, z którego nie ma wyjścia. Oficjalnie zatrudniony jest tylko mężczyzna. Jednak w praktyce cegły P (4).JPGprodukują wszyscy, także małe dzieci, które nie mają zabawek i nie chodzą do szkoły. Cegły z gliny lepić będą do końca życia, a ich dług średniej wysokości 2.000$ nie zmniejszy się ani odrobinę nawet wtedy, gdy po latach zarobią dla swojego właściciela 2,5 mln dolarów. Problem dotyczy ok. 2 mln ludzi w Pakistanie i 10 mln w Indiach. Są pozostawieni sami sobie. Nie mają po swojej stronie żadnego wsparcia, ani opieki.

– Jeżeli załatwicie 1.800$, to spłacimy ich dług i w ten sposób będą wolni – wyjaśnił Michael, który ma w stosunku do tych biednych ludzi bardzo wiele współczucia, bo rozumie ich cierpienie.

Pewnego wieczoru ciemnymi ulicami jechaliśmy na spotkanie, podczas którego miałem przemawiać. Nie wiedziałem, że za chwilę stanę przed ludźmi o smutnych, umęczonych twarzach, którzy od 10, 20, 30 lat, 7 dni w tygodniu, przez 12 godzin dziennie, widzą Nabeela 1.jpgjedynie rozpaloną słońcem glinę. Stanąłem przed nimi jak przed więźniami obozu koncentracyjnego. Ściskało mnie w gardle. Nie byłem w stanie wygłosić przygotowanego wcześniej przemówienia. Nie pasowało do okoliczności, w których się znajdowałem. Ostatecznie wypowiedziałem słowa proste, pełne zachęty i nadziei. Na wielu twarzach pojawił się wyraz ulgi.

W pierwszym rzędzie siedziała dziewczyna. Miałem wrażenie, że gdzieś już ją wcześniej widziałem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to osoba ze zdjęcia, które pokazał mi wcześniej pastor Michael. Zamieniłem z nią przez tłumacza kilka zdań. Nagle przestała być osobą obcą. Teraz była znajomą, której chciałem pomóc. Podjąłem decyzję, że zrobię wszystko, aby z tego strasznego miejsca wyciągnąć ją i jej rodzinę.

43097935_924628007727184_894193958891028480_n.jpgWróciliśmy z Agatą do Polski. Przywieźliśmy ze sobą tysiące zdjęć, filmów i głębokich refleksji. W wielu miejsc otrzymaliśmy zaproszenia, aby podzielić się naszymi doświadczeniami z Pakistanu. Dzięki temu zaledwie po kilku dniach mieliśmy pełną kwotę na wykup Nabeeli i jej rodziny. Po dwóch tygodniach otrzymaliśmy od pastora Michaela zdjęcia, film oraz oficjalny, państwowy dokument stwierdzający, że rodzina jest wolna. Odczuliśmy rodzaj szczęścia i satysfakcji, jakich do tej pory nie doświadczaliśmy. Byliśmy bardzo wzruszeni.

P (9).jpgPoczątkowo nie myśleliśmy o tych ludziach jako o rodzinie numer 1, bo nie wiedzieliśmy, że wkrótce pojawią się następne. Polacy poruszeni losem niewolników w Pakistanie posuwają się do wielkiego poświęcenia, aby im pomóc. Dzięki temu w ciągu 8 miesięcy wykupiliśmy dwanaście rodzin, łącznie 58 osób, w tym 37 dzieci. Wszystkie zostały objęte opieką materialną, duchową, prawną i medyczną. Otrzymali miejsce do zamieszkania i pracę. Dzieci po raz pierwszy poszły do szkoły. Jeszcze nigdy nie byli tacy szczęśliwi. Jak niewiele potrzeba, aby uczynić ten świat lepszym miejscem.

Maciek Strzyżewski

 

P (1).jpgAgata i Maciek Strzyżewscy. Od roku 2013 prowadzimy Fundację Wszystko Jest Możliwe. Naszą główną działalnością jest Kościół Uliczny w Gdańsku. W każdy wtorek, przez cały rok, razem z wolontariuszami pod gołym niebem pomagamy osobom bezdomnym. Karmimy ich, strzyżemy, załatwiamy dokumenty, rozdajemy ubrania i środki czystości, pomagamy znaleźć pracę i dach nad głową. W marcu 2018 udaliśmy się w podróż do Pakistanu. Pod jej wpływem zaangażowaliśmy się w misję uwalniania niewolników z fabryk cegieł, a także w zakładanie szkół i sierocińców.

Tel.: +48 695 401 246     E-mail: maciekstrzyzewski69@gmail.com        http://www.fwjm.org

Reklamy